sobota, 26 września 2015

Jeden, czyli o autostopie, czarach i uwerturze Czajkowskiego na wiertarkę i młotek

Jako, że Janka i Gregor powoli będą się kończyć, a ja jeszcze mam wakacje (jeszcze tylko kilka dni) wita się z Wami Halszka. 

Jak zwykle, po czasie, przyznałam Rutce rację. Czemu ona zawsze wie lepiej? Odwodziła mnie od tego wyjazdu, a ja uparłam się niczym jakaś oślica. Więc mam za swoje. Mówiła, żeby nie jechać na tę cholerną Białoruś. A ja pojechałam, bo badania do licencjatu, bo objazd naukowy, bo Gniewko też jedzie. Ale się wszystko poszło kochać. W niektórych przypadkach dosłownie, jak na przykład Gniewomir i Baśka. Co prawda mam tonę notatek o poleskiej magii wiejskiej, ale teraz nie mam czym wrócić do domu, bo wypsztykałam się z kasy dzięki kochanym białoruskim pogranicznikom, którzy twierdzili, że notatki dokumentujące badania, to materiały szkalujące prezydenta Łukaszenkę. Więc musiałam dać im w łapę. Wszystko, co zostało mi na powrotny autobus. Niech to wszystko trafi jasny szlag.
I jeszcze stoję jak ta żona Lota, na tej cholernej drodze wylotowej z Hajnówki, moknę i marznę. Halszka, Halszka, weź przestań, po co ci to było? Mogłaś studiować prawo, robić karierę na wokandach, ale nie. Ty wolałaś iść na etnologię, badać wiejski ludek. No to masz za swoje głupia babo.

Jakie to szczęście, że w końcu zatrzymał się jakiś samochód gotów mnie zabrać z tego paskudnego miejsca. Puszcza Białowieska za plecami, a ja naprawdę nie chciałabym stać się karmą dla wilków.
Moimi wybawcami okazała się, wracająca z Grodna, para starszych ludzi wraz z wnukiem. Po chwili już wiem, co ich zagnało na Białoruś. Sentymentalne wspomnienia repatriantów. Próba znalezienia kraju lat dziecinnych, pokazanie młodemu pokoleniu wysp szczęśliwych z czasów młodości. No a ten ich wnuk... jest na czym oko zawiesić. Wysoki, przystojny, na oko nie starszy niż 25 lat. Dodatkowo ciemno kasztanowe włosy, broda i czekoladowe oczy. Szkoda tylko, że całą swoją przyjemną fizyczność zabił absolutnym brakiem witalności i jakiegokolwiek entuzjazmu, słyszalnym już po pierwszym otworzeniu paszczy. Ot ciapek, jakich wielu.

Na całe szczęście pani Barbara i pan Jerzy przewyższają kontaktowością swojego, bądźmy szczerzy, lekko niewydarzonego wnuka. Dowiedziałam się na przykład kilku cennych szczegółów o obronie Grodna w 1939. Pan Jerzy mówi, że pamięta jak rzucał butelkami z benzyną w ruskie czołgi. To nawet zgadza się ze źródłami. Nie to, żebym coś dokładniej wiedziała na ten temat, nie moja dziedzina. Ale Witek, mój brat szanowny, na dniach obronił o tym pracę magisterską, więc siłą rzeczy, rozmowy przy niedzielnym obiedzie, w ostatnich miesiącach, oscylowały głównie wokół tego tematu.

- Pani Halszko, a co pani robi zawodowo? - chwilę mojego zamyślenia dziarsko wykorzystał pan Jerzy.
- Studiuję etnologię. Badam głównie obrzędowość wschodniosłowiańskiej wsi w kontekście praktyk znachorskich i magicznych. Ale mam taki mały plan, żeby w przyszłości pojechać na Syberię, badać plemiona zamieszkujące Ałtaj.
- Ale raczej z samej nauki chleba nie będzie. Trzeba robić coś pożytecznego w życiu. - ton starszego pana nabrał tego irytującego wyrazu współczucia. „Biedna Halszka, nie znajdziesz pracy, było pójść na prawo” Nienawidzę tego! To moje życie i moje wybory!
- Tu bym się raczej z panem nie zgodziła. Moi rodzice są nauczycielami akademickimi, a w domu zawsze było na chleb.
- A co rodzice robią dokładniej? - do rozmowy włączyła się, milcząca dotychczas, pani Barbara.
- Mama wykłada historię, a tata historię sztuki na UW. Tato już ma profesurę, mama jeszcze nie. Brat też skończył historię, właśnie się obronił i myśli o doktoracie. Tylko ja się wyłamałam.
- O, to widzę, że inteligencka rodzina. A nas Mateuszek robi te studia i robi. I jakoś nie może ich skończyć. I to jakiś taki nieudatny kierunek. Zarządzanie, czy coś takiego. - mówiąc to, starsza pani wskazała na siedzącego za kierownicą wnuka, który to wyraźnie poczerwieniał i odburknął coś, co brzmiało miej więcej: - Babciudajspokójwieszprzecieżżegramzawodowowięcniemogęstudiować – po czym wpatrzył się w drogę.
- Oj, pani Halszko. On taki nieśmiały, durny odrobinkę. Nie mówi zbyt wiele. Ale za to jak on pięknie w siatkówkę gra!

* * *

- Hala, to ty? - już w progu usłyszałam charakterystyczny, zaciągający wschodem, głos Ruty.
- Nie, to mój duch. A ja zdechłam gdzieś w polu. To ja, weź przestań! Żartowałam!- odruchowo zasłoniłam się, widząc osinowy kołek w dłoni współlokatorki.
- Z takich rzeczy nie można żartować! - obruszyła się Ukrainka – Upyr mógł w ciebie wleźć, albo nawet dybuk, jeśli kręciłaś się po kierkucie. - spojrzała na mnie uważnie, pomachała ręką nad moją głową, złapała coś i wyrzuciła za okno. Mieszkaj tu z huculską szeptunką pod jednym dachem! Nie to, żebym się żaliła. To ma też swoje dobre strony. Na przykład materiał porównawczy do badań. Ale chwilami mam jej dość. Zwłaszcza wtedy, kiedy wie lepiej. Ale Rutka to ciekawy przypadek, nie ma co kryć. Jest szeptunką, mimo tego, że również pochodzi z profesorskiego domu. Jej tata to dziekan instytutu historycznego na Uniwersytecie Zakarpackim w Stanisławowie. Poznali się kiedyś z moimi rodzicami na jakiejś konferencji, a później przeniosło się to dalej. Mimo wszystko geny jednak nie wybierają.

- No szczo, wszystko było tak, jak powiedziałam. Było ci nie jechać. Ale czuję, że spotkałaś w drodze kogoś interesującego. Zrobię nam kawy, to może fusy powiedzą kto i zacz.
- Worożka, powiedz co tam wypatrzyłaś? - zapytałam, gdy już skończyła analizować ułożenie fusów. Podobno nauczyła się tego w Gruzji, kiedy jej ojciec wykładał przez kilka lat na uniwersytecie w Tbilisi.
- Widzę chłopca obok ciebie i to blisko, szczęście. I łzy. I ten, no. Jak się nazywa ten krążek, co go sportowcom dają, jak oni wygrają? Zapomniałam jak to jest po polsku.
- Medal.
- A, faktycznie. Widzę złoty medal. Ale nie twój, tylko jego. I, że tebe zostawi. Ale wróci. - olimpijską wizję Ruty przerwało nagłe wiercenie w mieszkaniu na górze. - Mieszkanie babci Pawlakowej zmieniło właściciela. Ale kto bude mieszkać, nie wiem. - odpowiedziała w akompaniamencie uwertury „Rok 1812” Czajkowskiego, na wiertarkę i młotek.

I pomyśleć, że zagadkę tę miałyśmy rozwiązać już tego wieczoru...

8 komentarzy:

  1. Ale wciąga! Czyta się jednym tchem, od razu wprowadzasz tych ludzików z krwi i kości, niecodziennych i sympatycznych. I to, że tyle wiesz, strasznie pomaga, bo to jest po prostu interesujące.
    A po opisie: "On taki nieśmiały, durny odrobinkę" to jakbym nie wiedziała kto jest bohaterem musiałabym wskazać na Mikę.
    Jak ja się cieszę, że Ty piszesz a ja mam co czytać. Więcej chcę, szybko, szybko bo Cię uczelnia wciągnie i będę wymuszone życiem przerwy.
    Pozdrawiam i uwielbiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest mi bardzo, bardzo miło, że chcesz czytac tez to opowiadanie. Postaram się mimo wszystko pisac regularnie :)
      Dziekuje za obecność i za dobre słowo :)

      Usuń
  2. Chyba tak łatwo się mnie nie pozbędziesz ;) Piszę się na to!
    Zgadzam się z Otfilulu, opis głównego bohatera, zarówno pod względem wyglądu zewnętrznego, jak i usposobienia nie pozostawia żadnych wątpliwości co do jego personaliów. Też mam wrażenie, że Mateusz jest mocno wycofany, może wręcz introwertyczny, ale nie każdy przecież musi być duszą towarzystwa :)
    I wydaje mi się, że Ty również z etnologią masz dużo wspólnego, nie wiem, czy czysto hobbystycznie, czy to może Twój kierunek studiów bo widać, że wiesz o czym piszesz :)
    Pozdrawiam i czekam niecierpliwie na następny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To bardzo miłe z twojej strony, że jesteś też tutaj :)
      Może Mateusz jakoś wyrośnie z tej nieśmiałości?
      Nie, nie studiuję etnologii, ale dziedzinę pokrewne :)

      Usuń
  3. Zostaję, bo pierwszy rozdział urzeka mnie każdym słowem i podoba mi się niesamowicie. I zgadzam się z dziewczynami, że opis Miki jest tak prawdziwy, że nie ma opcji pomylić go z kimś innym. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za obecność :)
      Postaram się napisać go jak najbardziej realnie

      Usuń
  4. Biorę to w całości, absolutnie! I Mikuś, dokładnie taki mi się on wydaje, taka ciapa gamoniowata.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwielbiam, że to czytasz. muszę to zrobić jeszcze bardziej pierdołowatym. Choć może z tego wyrośnie :)

      Usuń